czwartek, 21 września 2017

Bo w życiu trzeba mieć jakiś cel...

Jakiś czas temu, jak pewnie wiecie - byłyśmy z Xeną w Warszawie na evencie tzw. "Latających psów". Veni, Vidi, Redii, Superfuit (przybyłem, zobaczyłem, wróciłem, przeżyłem) i w mej kapucynie narodził się pewien niecny plan. Otóż. Od zawsze chciałam mieć psa. To chyba nie powinno nikogo dziwić, bo przecież większość dzieci chce mieć psa.

W wieku 12 lat rozpoczęłam (rzec by można) moją przygodę z psami "na poważnie", a wszystko zaczęło się od labradora mojego wujka Lucky'iego, który "wyleczył" mnie z lęku przed psami, bo... tak, bałam się psów! W sumie wciąż się boję niektórych ras *pamięć ikonograficzna*, ale ponoć lęki trzeba pokonywać, także ten. :P

Później zaczęłam wchodzić coraz głębiej w te "psiejskie" środowsisko i zaczęłam rozmyślać "co by było gdyby" i jakie to cuda wianki będę wyprawiać z moim przyszłym papisiem.

Poznałam kilka hodowli labków i goldów (na żywo też ^^) i byłam zafascynowana tymi rasami. Jednak mam kundelka i jestem z tego szczęśliwa, bo rasowe prędzej czy później znajdą domki (a przynajmniej w 90%) a szanse kundelastych są niestety dużo mniejsze.

Ale Natka, nie godaj mi tu o 4 literach Maryny, tylko przejdź do rzeczy!
A więc. Biorąc Xenę pod swe "skrzydła" miałam ułożony w głowie plan na nasze wspólne życie. A w sumie były to 2 plany. Pierwszy mówił o tym, że Xena będzie po prostu psem na kolanka, nie będzie ćwiczyła szerzej żadnych sportów, będzie takim typowym domatorem, zaś plan nr 2 mówił o tym, że Xena będzie psem podróżnikiem, trenującym agility, dogfrisbee i czego tam dusza zapragnie. (w końcu piekła nie ma, więc hulaj duszo!)

Młodziutka i głupiutka ja łudziłam się, że mój pies też będzie taki idealny, będzie radośnie i w prędkości światła pląsał po torze przeszkód, łapał bezbłędnie każde rzucone przez mnie frisbee, równał i bezpowtórkowo wykonywał wydane przeze mnie komendy. No ale niestety życie to nie bajka i musiałam wrócić do szarej rzeczywistości.

W wychowaniu Xeny popełniłam wieeeele błędów, zawaliłam socjalizację, przez co Mer ma wiele problemów w kontaktach interanimalibustycznych czy interpersonalnych, boi się jeździć ruchomymi schodami, boi się wsiadać do pociągów...

Ale do czego zmierzam?
Dopóki jesteśmy tu i teraz, wszystko jest możliwe. W tym też naprawa. Owszem, nie da się naprawić wszystkiego, bo niektóre rzeczy zostaną po prostu nienaprawialne, ale jeśli mamy szansę coś naprawić, to dlaczego z tego nie skorzystać?

Ale... no właśnie. Jest jedno ale. Żeby móc z czegoś korzystać, musimy wiedzieć, CO konkretnie chcemy osiągnąć. Nie da się osiągnąć celu, nie wiedząc jaki on ma być. Wyobraźcie sobie sytuację, że chcecie być w przyszłości lekarzem i jesteście tego pewni, że pewni, na stówkę, więc. Wiedząc, że chcecie być w przyszłości tym wybitnym lekarzem, nie pójdziecie na humanistykę, bo to nie jest droga do Waszego celu.

Pozwolę sobie zacytować słowa Arystotelesa:
„Po pierwsze, miej zdefiniowany, jasno określony cel (ideał, zadanie). Po drugie, zdobądź potrzebne zasoby by do niego dojść; wiedzę, pieniądze, materiały, metody. Po trzecie, skieruj wszystkie te zasoby na osiągnięcie celu” ~ Arystoteles

Jeśli te słowa Was nie przekonują, może metoda schodków Was przekona? W końcu, przecież każde schody gdzieś prowadzą...

Jeszcze w ewentualnej ewentualności można by tu przytoczyć ciąg przyczynowo-skutkowy, bo nic się nie dzieje bez powodu, każdy skutek ma swą przyczynę, a każda przyczyna ma swój skutek, ale to chyba każdy wie.

Reasumując.
Wiem, że nic nie wiem (tak.) i tym postem nie wniosę prawdopodobnie zbyt wiele w Wasze życie, ale lubię dzielić się swoimi przemyśleniami, bo wierzę, że a nuż  się trafi jakiś osobnik i moją gadaniną zmienię jego pogląd na świat.

Według niektórych osiągnęłam z Xeną "aż tyle", dla innych będzie to "tylko tyle", ale wiecie co Wam powiem? Nie obchodzi mnie to co myślą o tym inni. Nie warto i nie powinniśmy porównywać się do innych. Chociażby dlatego, że... jesteśmy inni? Każdy z nas ma inne predyspozycje, inną motywację, inne możliwości, żeby to lepiej zobrazować podam ten klasyczny przykład z wagą - mamy dwie osoby, obie ważą tyle samo i mają tyle samo cm wzrostu, ale jedna jest mega chuda, a druga (mimo, że waży tyle samo, przy tym samym wzroście, więc wskaźnik BMI jest taki sam) jest pulchna. Dlaczego? Otóż dlatego, że kilogram mięśnia to jakieś 3 kg tłuszczu i ot cała tajemnica. I tak samo jest w przypadku celów tych psich, ale też tych po prostu... życiowych.

Nie dajcie się zwariować i nie wierzcie w 100% temu co pokazują w internetach, ponieważ nikt nie jest idealny, każdy z nas popełnia błędy.  Możliwe, że to już wiecie i to co tu napisałam wydaje się być oczywiste, ale dla mnie te 4 lata temu to nie było takie oczywiste.

Moja "rada"?
Nic na siłę. Dajcie sobie sobie czas, wielkie rzeczy wymagają czasu. I nie poddawajcie się. Nigdy.

Nasze cele
Nie lubię sobie narzucać tempa, tak jak było to w przypadku naszych noworocznych postanowień, więc po prostu napiszę tu rzeczy, nad którymi po prostu będziemy pracować, póki jesteśmy tu i teraz, razem.

poprawa naszych relacji
poprawa relacji między psami i innymi ludźmi
przezwyciężenie strachu przed życiem "w dużym mieście"
start w zawodach
powrót do sportowej formy
poznanie większej ilości psijaciół
wyleczenie się z maniactwa
kupno nowego aparatu
aktywne i sensowne prowadzenie bloga, fp i kanału
emm... coś tu się dopisze z czasem...

A jak tam Wasze cele? Ponoć uzewnętrznienie swoich myśli pomaga w ich realizacji, wiec piszcie śmiało w komentarzach! :)

Iii do napisania! Natalia & Xena

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoim zdaniem z innymi! ♥

Projekt i wykonanie: Natalia Sadkowska | Xena. Mała czarna. 2017 ©